RSS
czwartek, 21 maja 2009
Cover'ujemy retro
Dowód na to, że nawet najgorszy utwór może doczekać się świetnego coveru.
Utrzymany w ciekawym klimacie (szczególnie podoba mi się nieudolność w postarzaniu klipu (nowe wstawki wyglądają jednoznacznie na stylizowane, co, o dziwo!, dobrze wygląda (być może zaplanowane działanie, a być może właśnie brak możliwości graficznych))) Ah, wielki minus za proweniencję wykonawców (za apartycję też minus :P):



Zespół posiada w swojej dyskografii także inne, równie ciekawe, covery.
wtorek, 12 maja 2009
Spamujemy retro


Każdy teraz potwierdzi, że dobry spam nie jest zły! :)
czwartek, 30 kwietnia 2009
Reklamujemy retro
Ten wpis zadebiutuje całą serię przeglądu bezwzględnych maszyn dawnej propagandy materialistycznej.
Omawiać będziemy reklamy wywodzące się z czasów, kiedy nie były one tworzone pod wpływem inspirujących, wieloletnich i mozolnych, badań z dziedziny marketingu i psychologii, a zaczerpnięte z intrygującej zwykłości prezentowanych artykułów. Zobaczymy jak finezyjnie można zaprezentować tak kosmiczne akcesoria jak mydło szare czy taśma klejąca bezbarwna! :)

1. Na samym początku przedstawimy akt przenikliwy:


Z technicznego punktu widzenia nad wymiar poprawna reklama (przede wszystkim widzimy prezentowany towar (w stopniu daleko odbiegającym od realnej postaci (a co za tym idzie powiązanych z realiami niedoskonałości czy przeciętności)), gustowne pudełeczko (w tym momencie owładniające nasz układ skojarzeniowy (ten obrazek z pewnością nawiedzi nas w supersamie)), wystrzałowy slogan propagandowy (tęgie umysły myślały nad nim całymi latami) oraz oczywiście gwiazda wieczoru - dziecko (dziś już naukowo dowiedzione, że, obok zwierząt, stanowi najefektywniejszy chwyt reklamowy!))

Więc doprawdy nie rozumiem dlaczego wielu osobom ta reklama nie przypadła do gustu! (takie drobiazgi, jak napis wyglądający na arabski gryps terrorystyczny czy też robaczki z pięknymi, czarnymi główkami pałętające się po talerzu czy nawet diabelski berbeć z kroplami krwi na polikach (który będzie się wam śnić nocami (a przyśni się na pewno!)) są doprawdy nieważkie w porównaniu z pięknem użytych technik persfazji i manipulacji prawie podprogowej.

Wielki plus przyznajemy za ogólną charakterystykę grafiki - idealny, rysunkowy charakter, przesadzone nasycenie i kontrasty oraz charakterystyczny, nastrojowy, szum. Tak jak lubimy!

2. Nasz drugi kandydat to, opublikowane na TotallyLooksLike, porównanie:



Hmm, ludzie potrafią znaleźć niebywale inspiracje :)

3. Teraz przyszła kolej na (jakże przemyślaną i chwytliwą) reklamę ... czego? zgadnijcie sami.



Nie, nie jest to kolejny kurs multimedialny uczący zaawansowanych lifehacks (i sprzedawany po okazyjnej cenie 9,99999 zł na allegro)!
Jeśli nadal oferowany produkt stanowi dla was zagadkę, zapraszamy do zapoznania się z całą treścią reklamy (właściwie całą opowieścią składającą się na tę treść (chciałbym kiedy zobaczyć jak w dzisiejszych czasach którakolwiek reklama (ba! reklama takiego produktu) zawiera w sobie referat, który nie stanowi wprost marketingowej papki)), którą można przeczytać na: Vintage Ads (skąd pochodzi również i pierwszy obrazek (bardzo ciekawe i bogate źródło starodawnych, niebanalnych reklam)).

4. Na sam koniec prezentujemy coś dla panów z poczuciem humoru i pań o mocnych nerwach:

The Good Wife's Guide

poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Definiujemy "retro".
Nic dodać, nic ująć - w istocie kwintesencja smaku retro (i nie chodzi tu o zawartość filiżanek (choć domyślamy się, że nie jest to "jakaś tam" herbata (jak ta na 4 litery zaczynając od "s" (uwielbiana przeze mnie z racji swojej ceny))), a uchwyconą formę i przekaz):

definicja retro

Nacieszmy się powyższym motywem i pomiedzmy sobie szczerze:
"Ach, było - minęło".

Nie ukrywajmy, że wspaniale byłoby, choć na chwilę, poczuć te czasy, w których obyczajowe fo pa nie nazywałoby się kolejną awangardą, gdzie zasady są z góry twardo ustalone, niżeli pozostawione woli własnej interpretacji. 
Tylko jak nam wytłumaczyć, że takie, jakże niewygodne i sztywne, praktyki moga być w gruncie rzeczy lepszymi?

Oczywistym jest, że melanż styli i bezpruderyjności to gwarancja braku inspiracji i samokreacji. Wszak jakże możemy zdobyć się na dobrą intencję podziwiając obrazek twórczy wiszący na ścianie kiczu? Należy nam zatem trzymać w ryzach wodze fantazji, umieszczać swoje myśli w klamrach jednej konwencji i formować coś niebanalnego na banalnie prostych zasadach. 
Sztuką jest bowiem zadziwić i zafrapować tematem przyjętym za wyczerpany, niż tym, ktory nigdy przedtem nie został zagospodarowany.

Za wygodnie nam tu, zbyt swawolnie, ale na co nam to mówić, skoro nawet uwielbieni yorkshiremen dali za wygraną :)